- Z dedykacją dla Ali G.-
Z tego wzgórza widać było całe miasto. Nawet o trzeciej w nocy, gdy wszystko pogrążyło się w ciemności robiło to niesamowite wrażenie. Selina odgoniła ręką natrętnego komara i wygodniej ułożyła się na trawie.
Z tego wzgórza widać było całe miasto. Nawet o trzeciej w nocy, gdy wszystko pogrążyło się w ciemności robiło to niesamowite wrażenie. Selina odgoniła ręką natrętnego komara i wygodniej ułożyła się na trawie.
- To co robimy? - ciszę przerwało pytanie zirytowanego Cartera. - Siedzimy tu już godzinę.
- Nikt cię tu nie trzyma - powiedział Enzo ziewając. - Możesz iść.
Carter obrzucił go nienawistnym spojrzeniem.
Selina
wywróciła oczami i z ciekawością spojrzała na Irvette, która dopiero
niedawno dołączyła do ich paczki. Teraz siedziała na starym pniu drzewa
zawzięcie notując coś w zeszycie, który oświetlała latarką w telefonie.
Ange ze znudzeniem wpatrywała się w kłócących chłopaków.
- Zachowujecie się jak dzieci - stwierdziła marszcząc brwi.
Oboje parsknęli, rzucając sobie ostatnie zimne spojrzenie.
- Skończyłam - Irvette uśmiechnęła się triumfalnie.
Cała czwórka popatrzyła na nią z mieszaniną ciekawości i zdziwienia.
Dziewczyna usiadła na trawie i zaświeciła latarką na zeszyt.
-
Wszystko sobie rozrysowałam. Maryse umarła w piątek, dwa dni później
byliście w kościele, gdzie coś zaatakowało Enza. Maryse została
znaleziona w lesie mnichów w ten sam dzień, gdy ja tam byłam i
zemdlałam.
- Zobaczyłaś wtedy ten kościół i jakiś medalion w kształcie kruka na swojej dłoni - przypomniała Selina.
-
Ten mężczyzna... chwila. Nazywa się George Grays, to on znalazł ciało.
Prowadzi sklep ze starociami dwie przecznice od szkoły. Myślę, że
powinniśmy od niego zacząć.
- To na co czekamy? - Selina zerwała się na równe nogi.
- Jest trzecia w nocy, Sel. Zgaduję, że pan Grays śpi sobie teraz smacznie w swoim łóżku.
- Oczywiście musimy tam wrócić - mruknęła Ange nawijając na palec kosmyk blond włosów.
Reszta spojrzała na nią zdziwiona.
- Kościół, las mnichów. Te dwa miejsca są ze sobą powiązane, jestem tego pewna.
-
Mimo że nie mam ochoty na ponowne odwiedzenie tej piwnicy, to Ange ma
rację - powiedział Enzo. - Jeśli chcemy się czegoś dowiedzieć, musimy
poszukać w odpowiednim miejscu.
- Najpierw odwiedźmy tego gościa, jak mu tam było? Zresztą nieważne. Jutro po południu do niego pójdziemy.
Carter wstał z zimnej ziemi i przeciągnął się.
-
Skoro już sobie wszystko ustaliliśmy, pozwólcie, że wrócę do ciepłego
łóżka, z którego mnie tak brutalnie wyciągnięto - spojrzał z wyrzutem na
Ange, która tylko wzruszyła ramionami z szerokim uśmiechem.
- A teraz - powiedziała Selina - Kto zbiega ze mną z tego wzgórza krzycząc "pizza"?
Irvette wygładziła spódniczkę, żeby wyglądać bardziej porządnie.
- Gotowa? - spytała Ange.
- Chyba tak.
Westchnęła i głośno zapukała.
Po
chwili, która w jej przekonaniu trwała wieczność drzwi otworzyły się i
ich oczom ukazał się niski staruszek z drucianymi okularami na nosie.
-
Dzień dobry! Nazywam się Irvette Moon, a to jest Angelina Larento.
Chciałybyśmy z panem porozmawiać o... wydarzeniach, które ostatnio miały
miejsce. Jeżeli pan ma oczywiście czas.
Pan Grays zmarszczył brwi, lecz po chwili na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-
Wejdźcie dziewczynki, domyślam się, że chcecie dowiedzieć się czegoś o
tej zamordowanej nastolatce? Dużo osób przychodzi i o nią wypytuje.
- Wiemy, że musi być to dla pana męczące - powiedziała ze współczuciem Ange wchodząc do małego przedpokoju.
- Macie ochotę na herbatę? Albo ciastka?
Dziesięć minut później siedziały na kanapie w skromnie urządzonym salonie popijając gorący napój.
-
Rano wyszedłem z domu jak każdego innego dnia. Zawsze chodzę na spacer z
moim psem do pobliskiego lasu. Nagle Johny zerwał się ze smyczy i
pobiegł w jakąś boczną ścieżkę. I wtedy właśnie znalazłem tą biedną
dziewczynę.
- Jak ona wyglądała?
- Leżała we krwi, blada. To był naprawdę straszny widok.
- Co pan wtedy zrobił?
-
Zadzwoniłem na policję, oczywiście! Przyjechali, zabrali ciało i
zadawali mi setki pytań. Czy kogoś tu widziałem, czy często tu
przychodzę, czy znam tę dziewczynę. Powiedziałem im, że kiedyś przyszła
do mojego sklepu. Mam dobrą pamięć do twarzy. Może jeszcze ciasteczek?
Gdy w końcu ubrały płaszcze i były gotowe do wyjścia dochodziła już godzina 15.00.
- Dziękujemy, że zgodził się pan odpowiedzieć na nasze pytania.
Irvette uśmiechnęła się delikatnie.
- Było mi miło dziewczynki. Wpadajcie częściej, przyda się towarzystwo takiemu staremu człowiekowi jak ja.
Ange
otworzyła drzwi wpuszczając do mieszkania chłodne powietrze. Irvette
zobaczyła ptaka siedzącego na skrzynce na skrzynce przy domu
naprzeciwko. Przekrzywiał lekko głowę.
- Kruki. Coraz częściej je tutaj widzę.
Pan Grays kiwnął głową.
- Ona też go miała. Na nadgarstku.
Posłał im ostatni uśmiech i zamknął drzwi.