Mężczyzna
rozejrzał się ze znudzeniem po ulicy. Nikogo nie było. Ludzie o tej
porze zazwyczaj siedzieli w pracy, szkole czy na partyjce brydża w
klubie seniora w centrum miasta.
Spojrzał
jeszcze raz przez okno. Ciągle tam stali. Mężczyzna zastanawiał się, co
takiego ten staruch pokazał dziewczynie, że tak się przestraszyła.
- Nie to jest teraz ważne - przywołał się do porządku.
Bracia
z zakonu mówili mu, żeby nie zostawiał śladów. Nie posłuchał ich, zabił
dziewczynę, ale zostawił ciało w lesie. A niejaki George Grays je
znalazł i zdecydowanie za dużo widział. Teraz brat musiał naprawić swój
błąd. Co prawda w jego planie nie było miejsca na żadną ciekawską
małolatę, ale później wytłumaczy się z tego zakonowi. Teraz musiał
działać. Na jego ustach
pojawił się podły uśmiech.
Podpalenie tego żałosnego sklepu będzie dla niego czystą przyjemnością.
Irvette
najpierw poczuła nieprzyjemną woń dymu, a po chwili zobaczyła ogień.
Pan Grays wpadł w rozpacz i rozpaczliwie próbował ugasić płonące
zabytkowe krzesło. Irvette poczuła narastającą panikę. Chwyciła
szkatułkę i wrzuciła ją do torby. Nie mogła zostawić medalionu.
- Panie Grays! Musimy wyjść stąd jak najszybciej!
Zaczęła ciągnąć staruszka za rękaw, ale ten ją odepchnął.
- Ten sklep to całe moje życie! Nie mogę pozwolić, żeby spłonął!
Zaczął zbierać przypadkowe rzeczy przyciskając je mocno do piersi jak najcenniejsze skarby.
- Nie zostawię tutaj pana! Proszę dać mi rękę.
Gdy staruszek nie zareagował, pociągnęła go mocno za ramię i brutalnie wyciągnęła go ze sklepu.
Upadł na chodnik i zaczął cicho łkać.
- Mój sklep... - wyszeptał i ukrył twarz w dłoniach.
Irvette spojrzała na niego z niepokojem i szybko zadzwoniła na numer straży pożarnej.
-
Dzień dobry, tutaj Irvette Moon, chciałabym zgłosić pożar sklepu z
antykami na ulicy... - urwała, gdy poczuła czyjś wzrok na sobie.
Podniosła
głowę i zobaczyła wysokiego mężczyznę z krótko ostrzyżonymi włosami,
który uśmiechnął się złośliwie i zniknął za rogiem.
- Przy jakiej ulicy? - usłyszała naglący głos w telefonie.
- Westline 23 - wychrypiała wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał mężczyzna.
- Nie wierzę, że to był przypadek - powiedziała Selina kręcąc głową i rzucając gazetę na ławkę.
Irvette westchnęła. Wciąż nie mogła uwierzyć, że gdyby jej tam nie było, pan Grays zostałby w sklepie.
- Ja też nie - wtrąciła Ange poprawiając kucyka. - Myślicie, że ten mężczyzna, którego widziała Irvette, to zabójca Maryse?
- Jestem tego pewna, Ange.
- Może wrócił, żeby się zemścić? - podejrzewał Enzo.
- To pewnie jakiś obłąkaniec, który bardzo lubi odwiedzać lasy i stare, opuszczone kościoły - powiedział Carter.
Do sali wszedł nauczyciel matematyki.
- Witam państwa - rzucił uśmiechając się szeroko. - Proszę zająć miejsca.
Irvette została sama w ławce. Westchnęła.
-
Sprawdziłem wasze testy. Muszę przyznać, że niektórzy tym razem się
nauczyli - powiedział pan Jones uśmiechając się w stronę rozpromienionej
Seliny.
Drzwi otworzyły się i do sali z szerokim uśmiechem wparował Simon Gordin.
Irvette
przewróciła oczami. Simon był nowy w szkole, ale zdążyła go poznać, bo
był bratem Hortensji Gordin, która była jej psychologiem. W
przeciwieństwie do siostry ubierał się w ciemne kolory i miał gęste
brązowe włosy. Chyba nigdy nie spotkała tak denerwującego chłopaka, jak
Simon.
- Witam - powiedział ogarniając wzrokiem klasę.
- Dzień dobry. Pan Gordin, jak się nie mylę?
- Tak, to ja. Hej Irvette!
Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Jęknęła w duchu.
Simon jak gdyby nigdy nic odsunął krzesło i usiadł obok niej w ławce.
- Niech pan sobie nie przeszkadza - rzucił w stronę nauczyciela.
Pan Jones wrócił do rozdawania sprawdzianów.
- Masz może coś do pisania? - nie czekając na odpowiedź wyciągnął rękę po jej piórnik.
Rękaw kurtki podwinął się lekko ukazując gładką skórę. Dopiero teraz zobaczyła na jego nadgarstku blady rysunek.
- Miałeś tatuaż? - spytała unosząc brwi.
- Kiedyś - Simon uśmiechnął się szeroko.
- A co on właściwie przedstawiał? – spytała. - Nic już prawie nie widać.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - parsknął.
Wywróciła oczami.
- No powiedz mi.
- Proszę o ciszę! Panno Moon! Mam nadzieję, że otworzyła już pani podręcznik na stronie 223?
Pochyliła się i zaczęła szybko wertować książkę.
-
Miałem tu kiedyś kruka - usłyszała szept Simona, który uśmiechnął się,
po czym najzwyczajniej w świecie zaczął robić zadanie.