wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 4

10 lat wcześniej
Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Robert Delvore spokojnie upił łyk kawy. W sobotnie poranki nic nie mogło go wytrącić z równowagi. Nawet jego młodsza siostra, która wparowała do pokoju ze złością wymalowaną na twarzy.
- Witaj, Katherine - powiedział chłodnym głosem.
Kobieta zignorowała jego przywitanie i z całej siły uderzyła pięścią w blat stołu.
- Miarka się przebrała! To, co zrobiłeś, jest niedopuszczalne!
Robert zdziwiony spojrzał na siostrę.
- Możesz mi wytłumaczyć, co takiego uczyniłem, że mówisz o mnie tak niekulturalne rzeczy?
- Nie udawaj głupiego!
Katherine przysiadła na jednym z krzeseł i spojrzała niego z irytacją.
- Mama mi wszystko powiedziała. Zasugerowałeś radzie, że źle szkolę swoją córkę do przejęcia roli wyroczni! Nie wiem, jak mogłeś tak pomyśleć. Zareen jest pod najlepszą opieką i zapewniam cię, że w przyszłości będzie idealnie sprawować swoje obowiązki.
Robert zaśmiał się bez cienia wesołości.
Jego siostra popatrzyła na niego uważnie.
- Jesteś zazdrosny - powiedziała - o to, że to moje córki odziedziczyły dar czytania ksiąg sybillińskich, a nie twoje dzieci.
- Riley i Max z pewnością byliby lepszymi uczniami niż Zareen i Sybilla.
Katherine prychnęła.
- Nie będę dłużej słuchać tych bredni.
Kobieta poderwała się z krzesła. Chwilę później stała już przy drzwiach.
- Rób, jak chcesz. Wiesz, czym to się skończy.
- Zaryzykuję - powiedziała Katherine.
- Życiem swoich córek?
- Wiesz, że przepowiednia się nie spełni. Nie ma prawa - głos Katherine przybrał barwę nerwowego pisku.
- Bez mojej pomocy jest to mało prawdopodobne. Ale skoro ty mnie nie potrzebujesz... Będziesz musiała poszukać innego czarownika.
Biały wazon rozbił się na ścianie. Katherine wybiegła z pokoju.

Na sali zapanował chaos. Słowa Sybilli wywołały na uczniach duże wrażenie. Fakt, że z napadem na Cassidy wiązała się jakaś "czarna magia", jak określiła to Eleanora, sprawił, że poczułam dreszcze na całym ciele. Sama Sybilla stała cały czas w drzwiach. Nasze spojrzenia przez ułamek sekundy się spotkały. Zdążyłam posłać jej lekki uśmiech, mimo że sama byłam przerażona.
Dyrektor odchrząknął.
- To musi być jakieś nieporozumienie.
Sybilla przeszła przez salę i stanęła obok pana Herra. Delikatnie wyjęła mu mikrofon z ręki.
- Sytuacja, która miała miejsce, jest dokładnie opisana w Księdze. Co prawda dużo tu metafor i archaizmów, ale jakoś dałam radę. Rzecz w tym, że przepowiednia nie kończy się w tym miejscu. Ma jeszcze dalszy ciąg, który zapowiada jakieś nieszczęście.
Odniosłam wrażenie, że moja współlokatorka nie mówi nam wszystkiego. Jej głos był niezwykle opanowany, ale oczy zdradzały więcej. Część prawdy zachowała dla siebie.


 Źródło: wallpaper-kid.com

wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 3

Nasza wycieczka po szkole zakończyła się szybko. Zdążyłyśmy jedynie dojść do głównego korytarza, gdzie stała już dosyć duża grupa uczniów. Wszyscy mieli miny, jakby dopiero co obejrzeli jakiś bardzo przerażający horror.
- Hej - mruknęła Eleanora - Co to za tłok? Stało się coś, czy jak?
- A żebyś wiedziała.
Odwróciłam się gwałtownie. Za mną stała dziewczyna o krótko obciętych włosach i orzechowych oczach, które nerwowo zerkały na ekran telefonu w jej ręce.
- Najpierw był krzyk. Wszyscy wybiegli ze swoich pokojów łącznie ze mną. Pani Maxwell biegała po korytarzu. Na początku myślałam, że to ona krzyczała, ale później się okazało, że to była Cassidy.
- Czemu krzyczała? I gdzie ona teraz jest? -  spytała się Eleanora.
- Jest w pokoju. Nie wiem co się stało, ale słyszałam jak dyrektor dzwonił po pogotowie.
- Gdzie jest jej pokój? - spytałam.
- To ten pierwszy z prawej - powiedziała dziewczyna - A tak w ogóle to jestem Anna.
- Victoria, miło mi Cię poznać. Myślisz, że uda nam się zobaczyć, co tam się dzieje?
- Wątpię. Herr nie wpuszcza tam nikogo. Drzwi są zamknięte, żeby inny uczniowie nie patrzyli na to, co tam się stało.
- Ale chyba nie wydarzyło się nic poważnego?
- Cassidy krzyczy, gdy zobaczy pająka lub jakiegoś innego insekta. Pewnie jak uciekała przed tym przerażającym stworzeniem, to uderzyła się w głowę i dlatego wezwali pogotowie - Eleanora zirytowana, że nasza wycieczka nie może trwać dalej, oparła się o ścianę.
W tym samym momencie drzwi pokoju Cassidy otworzyły się. Pan Herr i i jeszcze jeden mężczyzna wyszli z pokoju. Za nimi wywlokła się dziewczyna, którą wcześniej widziałam w holu. Trudno jej było nie zauważyć, ponieważ jej włosy były ufarbowane na czerwono. Dziewczyna płakała.
- Panie Herr, wszystko będzie dobrze, prawda?
- Oczywiście Maddie. Pogotowie zaraz tu będzie. Spokojna głowa, Cassidy nic się nie stanie.
Głos dyrektora był spokojny, jednak dostrzegłam w jego oczach strach. Sytuacja była chyba poważniejsza, niż myślałyśmy.
- Panie dyrektorze, zechce pan wytłumaczyć nam, co się stało? - spytał jeden z uczniów, wysoki chłopak o azjatyckich rysach.
- Nie teraz Alfredzie. Wszystko w swoim czasie.
To samo pan Herr powiedział mi, gdy spytałam się go o stypendium. Chyba nie lubił udzielać odpowiedzi uczniom.
Na schodach pojawili się sanitariusze.
- Gdzie jest poszkodowana?

10 minut później
Pan Herr kazał wszystkim zjawić się w auli. Zanim poszłyśmy, zdążyłyśmy zobaczyć jeszcze, jak Cassidy zostaje wywieziona na noszach z pokoju. Na czole miała dosyć dużą ranę, z której nadal leciała krew. Może rzeczywiście panikując niechcący uderzyła w coś głową?
Jednak ta teoria rozleciała się w pył zaraz po tym, jak wszyscy uczniowie zajęli miejsca w auli, a dyrektor stanął na scenie.
- Moi drodzy - zaczął - mam dla was złą wiadomość. Wasza koleżanka Cassidy została napadnięta przez nieznanego sprawcę. Zanim straciła przytomność, powiedziała, że osoba ta miała nóż i groziła jej, że ją zabije. Jak wszyscy wiemy, Cassidy ma trochę wybujałą wyobraźnię, jednak prosiłbym was, żebyście uważali na siebie, dopóki ta sprawa nie zostanie wyjaśniona. Dziękuję.
Zanim dyrektor zdążył zejść ze sceny, z krzesła podniósł się jeden z uczniów.
- Ja widziałem jakiegoś podejrzanego gościa. Pomyślałem, że to czyjś ojciec albo brat, więc nic nie mówiłem.
- Gdybyś mógł podejść do mojego gabinetu i opowiedzieć wszystko po kolei, byłbym wdzięczny. A teraz...
- Nie!
Wszystkie głowy odwróciły się w stronę wejścia. Stała tam Sybilla, cała zmachana.
- To wszystko było zapowiedziane!
- Co? - zapytała jedna z nauczycielek siedząca najbliżej drzwi.
Sybilla pokazała księgę.
- Na początku nie wiedziałam, co to znaczy. Ale teraz, po tym wypadku, w końcu mnie olśniło. To wydarzenie jest częścią przepowiedni. Długo myślałam nad przetłumaczeniem tego fragmentu, ale w końcu mi się to udało. I niestety, nie wróży ono dobrze.


Źródło: lovethispic.com

wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 2

SYBILLA
- Kiedy w końcu przestaniesz zajmować się tą księgą?
Sybilla podniosła wzrok i spojrzała w zielone oczy Eleanory.
- Prawdopodobnie wtedy, gdy zrozumiem choć część tych przepowiedni.
Eleanora przewróciła oczami i zrezygnowana rzuciła się na łóżko.
 Nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie ta nowa. Mam nadzieję, że będzie bardziej towarzyska niż ty.
Sybilla uporczywie wpatrywała się w słowa na pożółkłym papierze. Nigdy nie miała problemu z językiem greckim. Jednak zrozumienie tekstu z księgi sybilińskiej było dla niej dużym wyzywaniem. Od dwóch miesięcy próbowała sensownie przetłumaczyć jedną z licznych przepowiedni. Jednak bez skutku. Dziewczyna spojrzała w swoje notatki i delikatnie przygryzła końcówkę pióra.
- Ruszaj się!
Niebieska poduszka poszybowała w jej stronę. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, jasiek wytrącił z jej z ręki pióro, które spadło wprost na 97 stronę księgi. Atrament powoli zaczął wsiąkać w papier.
Sybilla zerwała się na równe nogi.
- Popatrz, co narobiłaś! Muszę szybko się tego pozbyć, bo inaczej nie będę miała żadnych szans na opracowanie tej przepowiedni!
Sybilla szybko podeszła do drzwi trzymając w rękach otwartą księgę.
- Daj spokój Sybi. To tylko książka. Znajdziesz sobie inną - mruknęła Eleanora.
- To oryginalna księga, która ma tysiące lat! Mama mi nie wybaczy, jeżeli ją zniszczę.
Sybilla położyła dłoń na klamce.
- Mam nadzieję, że da się to jeszcze jakoś naprawić.
- Hej. Zaczekaj - powiedziała Eleanora.
Zirytowana Sybilla odwróciła się.
- Czego ty jeszcze...
Dziewczyna w porę zdążyła się pochylić. Jasiek przeleciał nad jej głową. W tym samym momencie drzwi się otworzyły. Może gdyby wysoka blondynka z walizką postanowiła wejść do pokoju sekundę później, nie dostałaby poduszką w twarz.

Stałam zdziwiona w progu pokoju. Nie spodziewałam się, że zostanę przywitana w taki sposób. Pochyliłam się i podniosłam poduszkę z podłogi.
- Przepraszam. Zamierzałam trafić w Sybi.
Mój wzrok spoczął na roześmianej szatynce siedzącej na jednym z trzech łóżek. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
- Mam na imię Eleanora. A ta dziwna dziewczyna przy komodzie to Sybilla. Ma obsesje na punkcie księgi z przepowiedniami. Właśnie pobrudziła ją atramentem.
- Ja? - parsknęła dziewczyna - Ciekawa teoria El.
Sybilla była brunetką o intensywnie niebieskich oczach. Było w niej coś niepokojącego, ale nie umiałam stwierdzić co. W rękach trzymała książkę, która z pewnością była bardzo stara.
- Jestem Victoria.
- Miło mi Cię poznać. Muszę niestety uratować moją księgę zanim będzie za późno. Do zobaczenia.
Sybilla wybiegła z pokoju.
- Nareszcie jesteś z nami. Nawet nie wiesz, jak mi było ciężko przez te dwa miesiące z tą nudziarą. Mam nadzieję, że lubisz szaleć tak, jak ja - Eleanora mrugnęła i chwyciła mnie za rękę. - Chodź ze mną. Pokażę Ci szkołę. Jest duża szansa, że nie zgubimy się w tym labiryncie korytarzy.
















Źródło: www.landscapehdwalls.com