- Pan dyrektor już na Ciebie czeka - powiedziała uśmiechając się do mnie łagodnie.
Sekretarka zaprowadziła mnie do gabinetu Pana Herra, który znajdował się na samym końcu korytarza.
Pani Bloss nawet nie zawracała sobie głowy pukaniem. Po prostu z szerokim uśmiechem na twarzy wparowała do pokoju. Najwidoczniej nie przejmowała się tym, że w każdej chwili może zostać zwolniona z pracy.
- A pukać to pani nie umie?
Wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. W moim umyśle uchodził za niskiego mężczyznę w średnim wieku, z wąsami i lekką nadwagą. W rzeczywistości był dosyć młody, wysoki i nosił okulary. Dyrektor Akademii Mullron, który w czasie moich rozmyślań zdążył powiedzieć pani Bloss kilka karcących słów, spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
- A to pewnie nasza spóźniona uczennica, panna Victoria Hooves. Bardzo mi miło, że zawitała pani w progi naszej skromnej szkoły. Nazywam się Jerry Herr i jestem tutaj dyrektorem.
- Mnie też jest miło - powiedziałam - Bardzo się cieszę, że mam możliwość uczenia się tutaj. Chociaż nadal nie rozumiem, jak udało mi się zdobyć stypendium. Przecież...
- Wszystko w swoim czasie, panno Hooves - przerwał mi dyrektor - teraz pora na to, by zakwaterowała się pani w swoim pokoju i poznała dziewczęta, z którymi będzie miała pani przyjemność spędzić następne miesiące. Panno Bloss, czy mogłaby pani zaprowadzić nową uczennicę do pokoju?
- Oczywiście panie dyrektorze - zgodziła się sekretarka. Jej głos był przesycony słodyczą i sarkazmem. Widać było, że Ci dwoje szczerze się nienawidzili. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
Pani Bloss wyprowadziła mnie z gabinetu i szybkim krokiem ruszyła przez korytarz.
- Gdybyś chciała wiedzieć, kochanie jesteś w pokoju z Eleanorą Jones i Sybillą Markus. To naprawdę dwie bardzo dobre dziewczyny. Polubisz je.
- Mam taką nadzieję - rzuciłam lekko.
Podążyłam za panią Bloss schodami na trzecie piętro. Tam sekretarka zatrzymała się przed drzwiami, na których przyczepiona była tabliczka z numerem 504.
-To twój pokój. Miłego pobytu w Mullron. Do zobaczenia.
Kobieta mrugnęła do mnie i odeszła w głąb korytarza, rytmicznie uderzając butami na obcasie o podłogę.
- Do widzenia i dziękuje! - krzyknęłam za nią.
Spojrzałam na drzwi i delikatnie zapukałam. Zero odpowiedzi. Nacisnęłam klamkę. Drzwi ustąpiły, a ja otworzyłam je na oścież. Pierwsze, co usłyszałam, to śmiech. Później ktoś krzyknął "uważaj!", a ja z całej siły dostałam poduszką w twarz.