wtorek, 21 października 2014

Rozdział 1

Zacisnęłam palce na rączce walizki. Nie byłam nieśmiała, ale w otoczeniu tylu dziwnie ubranych nastolatków czułam się jak ryba wyjęta z wody. Takie są zalety rozpoczynania nauki w nowej szkole w listopadzie, gdy wszyscy inni się już znają. Drzwi od sekretariatu otworzyły się i wyjrzała zza nich pani Bloss, którą zdążyłam poznać na spotkaniu organizacyjnym przed moim przyjazdem do szkoły.
- Pan dyrektor już na Ciebie czeka - powiedziała uśmiechając się do mnie łagodnie.
Sekretarka zaprowadziła mnie do gabinetu Pana Herra, który znajdował się na samym końcu korytarza.
Pani Bloss nawet nie zawracała sobie głowy pukaniem. Po prostu z szerokim uśmiechem na twarzy wparowała do pokoju. Najwidoczniej nie przejmowała się tym, że w każdej chwili może zostać zwolniona z pracy. 
- A pukać to pani nie umie? 
Wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. W moim umyśle uchodził za niskiego mężczyznę w średnim wieku, z wąsami i lekką nadwagą. W rzeczywistości był dosyć młody, wysoki i nosił okulary. Dyrektor Akademii Mullron, który w czasie moich rozmyślań zdążył powiedzieć pani Bloss kilka karcących słów, spojrzał na mnie i  lekko się uśmiechnął.
- A to pewnie nasza spóźniona uczennica, panna Victoria Hooves. Bardzo mi miło, że zawitała pani w progi naszej skromnej szkoły. Nazywam się Jerry Herr i jestem tutaj dyrektorem.
- Mnie też jest miło - powiedziałam - Bardzo się cieszę, że mam możliwość uczenia się tutaj. Chociaż nadal nie rozumiem, jak udało mi się zdobyć stypendium. Przecież...
- Wszystko w swoim czasie, panno Hooves - przerwał mi dyrektor - teraz  pora na to, by zakwaterowała się pani w swoim pokoju i poznała dziewczęta, z którymi będzie miała pani przyjemność spędzić następne miesiące. Panno Bloss, czy mogłaby pani zaprowadzić nową uczennicę do pokoju?
- Oczywiście panie dyrektorze - zgodziła się sekretarka. Jej głos był przesycony słodyczą i sarkazmem. Widać było, że Ci dwoje szczerze się nienawidzili. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. 
Pani Bloss wyprowadziła mnie z gabinetu i szybkim krokiem ruszyła przez korytarz.
- Gdybyś chciała wiedzieć, kochanie jesteś w pokoju z Eleanorą Jones i Sybillą Markus. To naprawdę dwie bardzo dobre dziewczyny. Polubisz je. 
- Mam  taką nadzieję - rzuciłam lekko.
Podążyłam za panią Bloss schodami na trzecie piętro. Tam sekretarka zatrzymała się przed drzwiami, na których przyczepiona była tabliczka z numerem 504.
-To twój pokój. Miłego pobytu w Mullron. Do zobaczenia.
Kobieta mrugnęła do mnie i odeszła w głąb korytarza, rytmicznie uderzając butami na obcasie o podłogę.
- Do widzenia i dziękuje! - krzyknęłam za nią.
Spojrzałam na drzwi i delikatnie zapukałam. Zero odpowiedzi. Nacisnęłam klamkę. Drzwi ustąpiły, a ja otworzyłam je na oścież. Pierwsze, co usłyszałam, to śmiech. Później ktoś krzyknął "uważaj!", a ja z całej siły dostałam poduszką w twarz.




wtorek, 7 października 2014

Prolog

Akademia Mullron była jedną z najbardziej elitarnych szkół na świecie. Żeby się tam dostać - albo trzeba było być geniuszem i celująco zdać egzaminy wstępne (o poziomie ich trudności lepiej nie mówić) albo mieć bogatych rodziców, którzy opłacaliby tę drogą edukację. Warto zauważyć, że moje oceny w szkole były jedynie "dobre" lub "wystarczające",  a rodzice nie zgodziliby się na comiesięczne wpłacanie niebywałych sum pieniędzy na konto bankowe Mullron. Więc o uczeniu się tam mogłam jedynie pomarzyć. Nic dziwnego, że nie spodziewałam się znaleźć w skrzynce tego, co tam znalazłam.

Miesiąc temu:
- Jestem gruba. Tak strasznie, strasznie gruba - jęknęła Ruby.
Spojrzałam na nią z irytacją. Każdego popołudnia, gdy wracałam z nią ze szkoły, musiałam słuchać historii o niej oraz jej wymyślonych problemach. Ulubionym zajęciem Ruby było narzekanie i uprzykrzanie mi życia. Co zresztą bardzo dobrze jej wychodziło.
- Nie jesteś - westchnęłam - Tylko Ci się tak wydaje.
- Tobie to łatwo mówić - chlipnęła - Jesteś chuda i ładna. 
Wywróciłam oczami.
- Ruby...
Jak zwykle odprowadziłam ją pod jej dom. Mój znajdował się dokładnie naprzeciwko.
- No do to jutra - powiedziałam, siląc się na miły ton.
Ruby kiwnęła głową na pożegnanie i szybko wbiegła do domu.
Ja natomiast podążyłam w stronę skrzynki, którą opróżniałam każdego dnia po szkole. Nie spodziewałam się znaleźć w niej niczego szczególnego. Zazwyczaj wyciągałam stamtąd ulotki i zaproszenia na bezpłatne badania słuchu, które rada miasta wysyłała do wszystkich mieszkańców co najmniej raz na tydzień. Włożyłam rękę do skrzynki. Oprócz tego, co zwykle przychodzi do domu, znalazła się tam również koperta wykonana z dużo ładniejszego papieru, starannie zapieczętowana i co najdziwniejsze - z moim nazwiskiem wypisanym na przodzie. Prawdziwe zdziwienie nastąpiło dopiero wtedy, gdy zobaczyłam, kto jest nadawcą listu. Na kopercie czarno na białym widniało logo najbardziej ekskluzywnej szkoły, w której znaleźć się mogli tylko wybrani. Torba wyślizgnęła mi się z ręki. To nie mogła być prawda. Rozerwałam kopertę i wyjęłam z niej list. Szybko przebiegłam wzrokiem po tekście. Mój pełen radości krzyk słyszała na pewno cała ulica.
                                                               
Zgłoszenie do Akademii wysłałam na początku wakacji. Mimo że wiedziałam, że się nie dostanę, promyk nadziei uparcie siedział w moim sercu. Zgasł natychmiast po tym, jak czas rekrutacji  minął, a przyjęte osoby dawno dostały listy od Mullron. Pogodziłam się z tym, że tak jak tysiące innych dzieciaków się nie dostałam. Więc gdy przyszedł list z Akademii nie tylko się zdziwiłam, ale też oszalałam z radości. Nie wiem czemu trafił do mnie tak późno. Nie wiem czemu akurat ja, zwyczajna nastolatka z małego miasteczka, dostałam stypendium, które umożliwia naukę w Mullron za darmo. Od jutra będę uczennicą najlepszej szkoły na świecie i tylko to się liczy.