wtorek, 24 marca 2015

Rozdział 7

Godzinę później stałam przed drzwiami prowadzącymi na strych. Broszka tkwiła bezpiecznie w mojej torbie. Westchnęłam. Sybilla musiała mieć nam coś ważnego do powiedzenia, skoro miałyśmy spotkać się w takim miejscu. Pchnęłam ciężkie drzwi.
- Vic, zaczekaj na mnie!
Odwróciłam się. Eleanora biegła ledwo łapiąc oddech. Miała rozczochrane włosy i lekki uśmiech na twarzy.
- To co, dzisiaj rozwiązujemy tajemnice? - rzuciła beztrosko.
Kiwnęłam głową. Schody wyglądały na bardzo stare i strome. Chwyciłam współlokatorkę za rękę.
- Jeżeli spadniemy z tych schodów, to razem - powiedziałam.
- Wtedy nie będzie miał cię kto odwiedzać w szpitalu.
Krok po kroku wspięłyśmy się na samą górę. Tak jak na strychu być powinno, walały się tu różnego rodzaju graty i rzeczy, których właściciele znaleźli nowe, lepsze zamienniki starych przedmiotów. Sybilla siedziała na podłodze wertując książkę, którą zawszę wszędzie brała ze sobą.
- I oto jesteśmy - mruknęła El, prawie przewracając się o stos pożółkłych map.
- Powiesz nam, o co chodzi? - spytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź.
Sybilla gestem pokazała nam, żebyśmy usiadły.
- Co jakiś czas rada srebrnego księżyca wybiera wyrocznię. Zawsze jest to młoda kobieta, która od najmłodszych lat uczy się, jak sprawować swoje obowiązki w przyszłości. Oczywiście nie może być to byle kto. Dziewczyna nadająca się na wyrocznię musi mieć dar czytania ksiąg sybillińskich no i oczywiście umiejętność wpadania w trans, w trakcie którego nawiązuje kontakt z bogami. Urodziłam się w rodzinie, w której od pokoleń kobiety przepowiadały przyszłość. Moja babka była wyrocznią. Gdy zmarła,
nadeszła kolej na moją starszą siostrę. Zareen była ulubienicą rady, największą dumą naszej rodziny. Gdy okazało się, że ja posiadam takie same umiejętności, jak ona, dużo osób nie mogło w to uwierzyć. Natomiast dzieci brata mojej mamy, Roberta, nie odziedziczyły żadnego daru, co było uważane za największą hańbę.
W każdym razie Zareen była niezwykła. Oprócz typowych umiejętności, które miała wyrocznia, moja siostra posiadała również moc. Gdy byłyśmy młodsze, siedziałyśmy w ogrodzie. W pewnym momencie zobaczyłam pięknego motyla. Pobiegłam za nim aż na pole. Gdy już prawie udało mi się go złapać, usłyszałam za sobą warczenie. Okazało się, że za mną przybiegł tu pies sąsiadów, ogromny doberman. Już miał na mnie skoczyć, ale wtedy moja siostra zjawiła się znikąd i sprawiła, że pies zniknął. Tak po prostu
zamienił się w pył. Gdy sąsiedzi zauważyli brak zwierzaka i rozpoczęli poszukiwania, Zareen poprosiła mnie, żebym nikomu nic nie mówiła. Państwo Vinkley nigdy znaleźli swojego psa.
- Okej - przerwała Eleanora - Ale wciąż nie rozumiem, jaki to ma związek ze szkołą?
- Zareen była uczennicą Akademii. Pewnego dnia zniknęła i nikt nie wiedział, co się z nią stało. Była jak anioł. Zawsze stała obok, w razie potrzeby wyciągała pomocną dłoń. Ale każdy anioł prędzej czy później upadnie. I tak było z nią. Nie kontrolowała swojej mocy. Z każdym dniem coraz bardziej osuwała się cień. Aż w końcu jedyne, co po niej, pozostało to wspomnienia.
- Umarła? - spytałam.
- Nie. To znaczy nie wiem. Od jej zniknięcia minęły trzy lata. Kto wie, co się z nią stało. Pamiętacie napad na Cassidy? Przepowiednia mówiła, że gdy zaatakowana zostanie pierworodna córka władcy księżyca, rozpocznie się wojna pomiędzy bogami. Ojciec Cassidy jest przewodniczącym Rady Srebrnego Księżyca i potocznie tak go nazywamy. Myślę, że wojna w tym przypadku jest metaforą. Coś nadchodzi.
- Co zamierzamy zrobić? - spytała Eleanora.
Sybilla podniosła wzrok znad księgi i westchnęła.
- Jeśli nie chcecie, nie musicie się na to zgodzić. To wasz wybór i nie będę was do niczego zmuszać.
- Robiłam w życiu dużo niebezpiecznych rzeczy. Na czym polega nasz plan?
- Musimy znaleźć moją siostrę. Wydaję mi się, że mam trop, który mógłby nas do niej zaprowadzić. Nie mam pewności, czy żyje, ale pozostaje nam nadzieja. Ma coś, co jako jedyne może nam pomóc powstrzymać nadchodzące zło.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Na progu stanęła dobrze znana mi postać. Gabriel Delavage, mój sąsiad z lekcji matematyki.


Źródło: weheartit.com

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 6

Kilka lat temu, Akademia Mullron.

Po korytarzu rozniósł się odgłos tłuczonego szkła. Nastolatka pochyliła się i zaczęła zbierać kawałki rozbitego okna. Na jej twarzy pojawił się ból, gdy resztki szyby wbiły się w jej dłonie. W końcu zrezygnowana wstała z klęczek i spojrzała na swoje krwawiące ręce.
- Wszystko w porządku?
Zareen spojrzała na dziewczynę stojącą przy ścianie. Miała brązowe włosy zaplecione w długi warkocz oraz szmaragdowe oczy, w których obecnie czaiła się mieszanka strachu i zakłopotania.
- Mogę ci jakoś pomóc? Przynieść może jakieś bandaże, czy coś?
Zareen spojrzała na swoje ręce. Wyglądała tak, jakby właśnie obudziła się z jakiegoś transu.
- Możesz mi dać chusteczkę, jak masz.
Dziewczyna kiwnęła głową i wyjęła z torby paczkę.
- Mam na imię Christina - powiedziała.
- Ja jestem Zareen.
- Wiem - uśmiechnęła się nieśmiało - Każdy w szkole cię zna.
Zareen cisnęła chusteczką do kosza na śmieci.
- Jak zbiłaś to okno? - spytała Christina.
" No wiesz nic specjalnego nie zrobiłam. Szłam sobie spokojnie i nagle to okno rozpadło się na kawałki. To nie pierwszy raz, gdy nic nie robiąc, niszczę wszystko wokół" - pomyślała Zareen, uśmiechając się słabo.
- Zwykły wypadek, nic specjalnego. Wiatr pewnie wiał za mocno, a ja próbowałam otworzyć to okno... nic dziwnego, że wypadło - powiedziała.
Kłamstwo przychodziło jej z wielką łatwością.
Christina kiwnęła głową, pożegnała się i zniknęła za drzwiami jednego z pokoi.
Zareen nadal tam stała, patrzyła na szkło, które musiała sprzątnąć, zanim zajrzy tu któryś z nauczycieli i myślała nad tym, co będzie, gdy dziwna energia, która z każdą minutą w niej rosła, stanie się tak silna, że będzie w stanie kogoś zabić. Dziewczyna miała nadzieję, że coś takiego nie nastąpi.

Upiłam łyk herbaty przyglądając się oburzonej Eleanorze.
- Jak tak można? Zasługuje na dużo wyższą ocenę niż trójka!
Uśmiechnęłam się pod nosem. Widok zirytowanej koleżanki, która machając rękoma przyciągała wzrok innych uczniów, siedzących przy sąsiednich stolikach, był bardzo zabawny.
Eleanora miała już wygłosić kolejną przemowę o niedocenianiu uczniów, gdy do sali wpadła Sybilla. Dziewczyna usiadła przy ich stoliku próbując w tym samym czasie związać włosy.
- Gdzie byłaś? - spytała Eleanora tracąc zainteresowannie swoją oceną.
- Musiałam coś załatwić - mruknęła - mama do mnie dzwoniła.
Sybilla nasypała do miseczki płatków owsianych i chwyciła dzban, by nalać sobie mleka. Zagryzłam wargę, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
- Nie uważam, żeby to było coś ważnego, ale...- Sybilla skrzywiła się z trudem opanowując się, by nie wypluć zawartości swojej miski.
- Co to jest? - mruknęła ze złością.
- Mleko z płatkami. A właściwie z sokiem pomarańczowym. Ciekawe połączenie.
Sybilla posłała mi zirytowane spojrzenie.
- Właściwie to nie jestem głodna - powiedziała odsuwając od siebie miskę.
- Mogę to zjeść za ciebie - zaproponowała dobrodusznie El.
Sybilla wyciągnęła z torby duży kołonotatnik i zaczęła coś szybko notować.
- Co tam piszesz? - spytałam zaciekawiona.
- No właśnie. Może nam w końcu powiesz, o co chodzi z tą całą przepowiednią? - powiedziała Eleaora z pełną buzią - Hej, w sumie te płatki z sokiem nie są wcale takie złe...
- Spotkajmy się za godzinę na strychu. Pokażę wam coś.
Sybilla podniosła się szybko i wybiegła z sali.
- Ona jest dziwna. Bardzo dziwna - rzuciła El.
Nie odpowiedziałam. Mój wzrok przykuła szmaragdowa broszka leżąca na podłodze. Podniosłam ją z ziemi. Była piękna i z pewnością bardzo cenna. Najdziwniejsze w niej było to, że gdy spojrzałam na nią uważnie, nie zobaczyłam swojego odbicia. W broszce odbijała się twarz zupełnie nieznajomej mi dziewczyny.

Źródło: weheartit.com