Godzinę później stałam przed drzwiami prowadzącymi na strych. Broszka tkwiła bezpiecznie w mojej torbie. Westchnęłam. Sybilla musiała mieć nam coś ważnego do powiedzenia, skoro miałyśmy spotkać się w takim miejscu. Pchnęłam ciężkie drzwi.
- Vic, zaczekaj na mnie!
Odwróciłam się. Eleanora biegła ledwo łapiąc oddech. Miała rozczochrane włosy i lekki uśmiech na twarzy.
- To co, dzisiaj rozwiązujemy tajemnice? - rzuciła beztrosko.
Kiwnęłam głową. Schody wyglądały na bardzo stare i strome. Chwyciłam współlokatorkę za rękę.
- Jeżeli spadniemy z tych schodów, to razem - powiedziałam.
- Wtedy nie będzie miał cię kto odwiedzać w szpitalu.
Krok po kroku wspięłyśmy się na samą górę. Tak jak na strychu być powinno, walały się tu różnego rodzaju graty i rzeczy, których właściciele znaleźli nowe, lepsze zamienniki starych przedmiotów. Sybilla siedziała na podłodze wertując książkę, którą zawszę wszędzie brała ze sobą.
- I oto jesteśmy - mruknęła El, prawie przewracając się o stos pożółkłych map.
- Powiesz nam, o co chodzi? - spytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź.
Sybilla gestem pokazała nam, żebyśmy usiadły.
- Co jakiś czas rada srebrnego księżyca wybiera wyrocznię. Zawsze jest to młoda kobieta, która od najmłodszych lat uczy się, jak sprawować swoje obowiązki w przyszłości. Oczywiście nie może być to byle kto. Dziewczyna nadająca się na wyrocznię musi mieć dar czytania ksiąg sybillińskich no i oczywiście umiejętność wpadania w trans, w trakcie którego nawiązuje kontakt z bogami. Urodziłam się w rodzinie, w której od pokoleń kobiety przepowiadały przyszłość. Moja babka była wyrocznią. Gdy zmarła,
nadeszła kolej na moją starszą siostrę. Zareen była ulubienicą rady, największą dumą naszej rodziny. Gdy okazało się, że ja posiadam takie same umiejętności, jak ona, dużo osób nie mogło w to uwierzyć. Natomiast dzieci brata mojej mamy, Roberta, nie odziedziczyły żadnego daru, co było uważane za największą hańbę.
W każdym razie Zareen była niezwykła. Oprócz typowych umiejętności, które miała wyrocznia, moja siostra posiadała również moc. Gdy byłyśmy młodsze, siedziałyśmy w ogrodzie. W pewnym momencie zobaczyłam pięknego motyla. Pobiegłam za nim aż na pole. Gdy już prawie udało mi się go złapać, usłyszałam za sobą warczenie. Okazało się, że za mną przybiegł tu pies sąsiadów, ogromny doberman. Już miał na mnie skoczyć, ale wtedy moja siostra zjawiła się znikąd i sprawiła, że pies zniknął. Tak po prostu
zamienił się w pył. Gdy sąsiedzi zauważyli brak zwierzaka i rozpoczęli poszukiwania, Zareen poprosiła mnie, żebym nikomu nic nie mówiła. Państwo Vinkley nigdy znaleźli swojego psa.
- Okej - przerwała Eleanora - Ale wciąż nie rozumiem, jaki to ma związek ze szkołą?
- Zareen była uczennicą Akademii. Pewnego dnia zniknęła i nikt nie wiedział, co się z nią stało. Była jak anioł. Zawsze stała obok, w razie potrzeby wyciągała pomocną dłoń. Ale każdy anioł prędzej czy później upadnie. I tak było z nią. Nie kontrolowała swojej mocy. Z każdym dniem coraz bardziej osuwała się cień. Aż w końcu jedyne, co po niej, pozostało to wspomnienia.
- Umarła? - spytałam.
- Nie. To znaczy nie wiem. Od jej zniknięcia minęły trzy lata. Kto wie, co się z nią stało. Pamiętacie napad na Cassidy? Przepowiednia mówiła, że gdy zaatakowana zostanie pierworodna córka władcy księżyca, rozpocznie się wojna pomiędzy bogami. Ojciec Cassidy jest przewodniczącym Rady Srebrnego Księżyca i potocznie tak go nazywamy. Myślę, że wojna w tym przypadku jest metaforą. Coś nadchodzi.
- Co zamierzamy zrobić? - spytała Eleanora.
Sybilla podniosła wzrok znad księgi i westchnęła.
- Jeśli nie chcecie, nie musicie się na to zgodzić. To wasz wybór i nie będę was do niczego zmuszać.
- Robiłam w życiu dużo niebezpiecznych rzeczy. Na czym polega nasz plan?
- Musimy znaleźć moją siostrę. Wydaję mi się, że mam trop, który mógłby nas do niej zaprowadzić. Nie mam pewności, czy żyje, ale pozostaje nam nadzieja. Ma coś, co jako jedyne może nam pomóc powstrzymać nadchodzące zło.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Na progu stanęła dobrze znana mi postać. Gabriel Delavage, mój sąsiad z lekcji matematyki.
- Vic, zaczekaj na mnie!
Odwróciłam się. Eleanora biegła ledwo łapiąc oddech. Miała rozczochrane włosy i lekki uśmiech na twarzy.
- To co, dzisiaj rozwiązujemy tajemnice? - rzuciła beztrosko.
Kiwnęłam głową. Schody wyglądały na bardzo stare i strome. Chwyciłam współlokatorkę za rękę.
- Jeżeli spadniemy z tych schodów, to razem - powiedziałam.
- Wtedy nie będzie miał cię kto odwiedzać w szpitalu.
Krok po kroku wspięłyśmy się na samą górę. Tak jak na strychu być powinno, walały się tu różnego rodzaju graty i rzeczy, których właściciele znaleźli nowe, lepsze zamienniki starych przedmiotów. Sybilla siedziała na podłodze wertując książkę, którą zawszę wszędzie brała ze sobą.
- I oto jesteśmy - mruknęła El, prawie przewracając się o stos pożółkłych map.
- Powiesz nam, o co chodzi? - spytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź.
Sybilla gestem pokazała nam, żebyśmy usiadły.
- Co jakiś czas rada srebrnego księżyca wybiera wyrocznię. Zawsze jest to młoda kobieta, która od najmłodszych lat uczy się, jak sprawować swoje obowiązki w przyszłości. Oczywiście nie może być to byle kto. Dziewczyna nadająca się na wyrocznię musi mieć dar czytania ksiąg sybillińskich no i oczywiście umiejętność wpadania w trans, w trakcie którego nawiązuje kontakt z bogami. Urodziłam się w rodzinie, w której od pokoleń kobiety przepowiadały przyszłość. Moja babka była wyrocznią. Gdy zmarła,
nadeszła kolej na moją starszą siostrę. Zareen była ulubienicą rady, największą dumą naszej rodziny. Gdy okazało się, że ja posiadam takie same umiejętności, jak ona, dużo osób nie mogło w to uwierzyć. Natomiast dzieci brata mojej mamy, Roberta, nie odziedziczyły żadnego daru, co było uważane za największą hańbę.
W każdym razie Zareen była niezwykła. Oprócz typowych umiejętności, które miała wyrocznia, moja siostra posiadała również moc. Gdy byłyśmy młodsze, siedziałyśmy w ogrodzie. W pewnym momencie zobaczyłam pięknego motyla. Pobiegłam za nim aż na pole. Gdy już prawie udało mi się go złapać, usłyszałam za sobą warczenie. Okazało się, że za mną przybiegł tu pies sąsiadów, ogromny doberman. Już miał na mnie skoczyć, ale wtedy moja siostra zjawiła się znikąd i sprawiła, że pies zniknął. Tak po prostu
zamienił się w pył. Gdy sąsiedzi zauważyli brak zwierzaka i rozpoczęli poszukiwania, Zareen poprosiła mnie, żebym nikomu nic nie mówiła. Państwo Vinkley nigdy znaleźli swojego psa.
- Okej - przerwała Eleanora - Ale wciąż nie rozumiem, jaki to ma związek ze szkołą?
- Zareen była uczennicą Akademii. Pewnego dnia zniknęła i nikt nie wiedział, co się z nią stało. Była jak anioł. Zawsze stała obok, w razie potrzeby wyciągała pomocną dłoń. Ale każdy anioł prędzej czy później upadnie. I tak było z nią. Nie kontrolowała swojej mocy. Z każdym dniem coraz bardziej osuwała się cień. Aż w końcu jedyne, co po niej, pozostało to wspomnienia.
- Umarła? - spytałam.
- Nie. To znaczy nie wiem. Od jej zniknięcia minęły trzy lata. Kto wie, co się z nią stało. Pamiętacie napad na Cassidy? Przepowiednia mówiła, że gdy zaatakowana zostanie pierworodna córka władcy księżyca, rozpocznie się wojna pomiędzy bogami. Ojciec Cassidy jest przewodniczącym Rady Srebrnego Księżyca i potocznie tak go nazywamy. Myślę, że wojna w tym przypadku jest metaforą. Coś nadchodzi.
- Co zamierzamy zrobić? - spytała Eleanora.
Sybilla podniosła wzrok znad księgi i westchnęła.
- Jeśli nie chcecie, nie musicie się na to zgodzić. To wasz wybór i nie będę was do niczego zmuszać.
- Robiłam w życiu dużo niebezpiecznych rzeczy. Na czym polega nasz plan?
- Musimy znaleźć moją siostrę. Wydaję mi się, że mam trop, który mógłby nas do niej zaprowadzić. Nie mam pewności, czy żyje, ale pozostaje nam nadzieja. Ma coś, co jako jedyne może nam pomóc powstrzymać nadchodzące zło.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Na progu stanęła dobrze znana mi postać. Gabriel Delavage, mój sąsiad z lekcji matematyki.
Źródło: weheartit.com

