10 lat wcześniej
Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Robert Delvore spokojnie upił łyk kawy. W sobotnie poranki nic nie mogło go wytrącić z równowagi. Nawet jego młodsza siostra, która wparowała do pokoju ze złością wymalowaną na twarzy.
- Witaj, Katherine - powiedział chłodnym głosem.
Kobieta zignorowała jego przywitanie i z całej siły uderzyła pięścią w blat stołu.
- Miarka się przebrała! To, co zrobiłeś, jest niedopuszczalne!
Robert zdziwiony spojrzał na siostrę.
- Możesz mi wytłumaczyć, co takiego uczyniłem, że mówisz o mnie tak niekulturalne rzeczy?
- Nie udawaj głupiego!
Katherine przysiadła na jednym z krzeseł i spojrzała niego z irytacją.
- Mama mi wszystko powiedziała. Zasugerowałeś radzie, że źle szkolę swoją córkę do przejęcia roli wyroczni! Nie wiem, jak mogłeś tak pomyśleć. Zareen jest pod najlepszą opieką i zapewniam cię, że w przyszłości będzie idealnie sprawować swoje obowiązki.
Robert zaśmiał się bez cienia wesołości.
Jego siostra popatrzyła na niego uważnie.
- Jesteś zazdrosny - powiedziała - o to, że to moje córki odziedziczyły dar czytania ksiąg sybillińskich, a nie twoje dzieci.
- Riley i Max z pewnością byliby lepszymi uczniami niż Zareen i Sybilla.
Katherine prychnęła.
- Nie będę dłużej słuchać tych bredni.
Kobieta poderwała się z krzesła. Chwilę później stała już przy drzwiach.
- Rób, jak chcesz. Wiesz, czym to się skończy.
- Zaryzykuję - powiedziała Katherine.
- Życiem swoich córek?
- Wiesz, że przepowiednia się nie spełni. Nie ma prawa - głos Katherine przybrał barwę nerwowego pisku.
- Bez mojej pomocy jest to mało prawdopodobne. Ale skoro ty mnie nie potrzebujesz... Będziesz musiała poszukać innego czarownika.
Biały wazon rozbił się na ścianie. Katherine wybiegła z pokoju.
Na sali zapanował chaos. Słowa Sybilli wywołały na uczniach duże wrażenie. Fakt, że z napadem na Cassidy wiązała się jakaś "czarna magia", jak określiła to Eleanora, sprawił, że poczułam dreszcze na całym ciele. Sama Sybilla stała cały czas w drzwiach. Nasze spojrzenia przez ułamek sekundy się spotkały. Zdążyłam posłać jej lekki uśmiech, mimo że sama byłam przerażona.
Dyrektor odchrząknął.
- To musi być jakieś nieporozumienie.
Sybilla przeszła przez salę i stanęła obok pana Herra. Delikatnie wyjęła mu mikrofon z ręki.
- Sytuacja, która miała miejsce, jest dokładnie opisana w Księdze. Co prawda dużo tu metafor i archaizmów, ale jakoś dałam radę. Rzecz w tym, że przepowiednia nie kończy się w tym miejscu. Ma jeszcze dalszy ciąg, który zapowiada jakieś nieszczęście.
Odniosłam wrażenie, że moja współlokatorka nie mówi nam wszystkiego. Jej głos był niezwykle opanowany, ale oczy zdradzały więcej. Część prawdy zachowała dla siebie.
Źródło: wallpaper-kid.com

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz