W poniedziałek
rano zwlekłam się z łóżka, tak jak w każdy normalny dzień. Przetarłam
oczy i przez moment próbowałam przypomnieć sobie, gdzie ja właściwie
jestem.
- Dzień dobry!
Eleanora ziewnęła i chwilę później zniknęła ponownie pod kołdrą.
Sybilla przewróciła oczami i tęsknie spojrzała na swoje łóżko. Widać było, że tej nocy nie spała zbyt długo.
- Czas wstawać El - podeszłam do łóżka współlokatorki i brutalnie zabrałam jej kołdrę.
Dziewczyna jęknęła na znak protestu i schowała głowę pod poduszkę.
Sybilla zniknęła w łazience. W tym czasie ja przejrzałam zawartość
mojej szkolnej torby upewniając się, że wszystko mam. Nie chciałam
pierwszego dnia przyjść nieprzygotowana.
Eleanora usiadła na brzegu łóżka i kopnęła swój kapeć w kształcie królika.
- Myślisz, że z nią wszystko w porządku? - spytałam.
- Ze mną na pewno nie - burknęła El.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Na przyszłość wiem, żeby się z tobą nie kontaktować o siódmej rano.
Eleanora parsknęła śmiechem.
- Czy może pani powtórzyć swoje nazwisko?
Posłałam nauczycielce słaby uśmiech.
- Hooves, proszę pani.
Amelia Vanhoover, nauczycielka matematyki oraz postach uczniów w
Akademii Mullron patrzyła na mnie z wyczekiwaniem. Z siwego koka nie
wystawał ani jeden włosek. Kobieta westchnęła z udawaną rezygnacją i
wyjęła z biurka podręcznik.
- Proszę usiąść panno Hooves. I na przyszłość nie marnuj mojej lekcji na głupoty.
Nie sądzę, by fakt, że byłam nowa w klasie i nie wiedziałam, jak mam
się zachować, był głupotą. Niepewnie rozejrzałam się po sali. Jedyne
wolne miejsce znajdowało się obok niesympatycznie wyglądającej
dziewczyny, ubranej we wściekle różowy top. Zagryzłam wargę i ruszyłam
na miejsce. Wolałam nie denerwować bardziej nauczycielki, prosząc ją o
jakieś inne miejsce.
- Cześć - mruknęłam siadając na miejscu.
Dziewczyna zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem i nie marnując energii na odpowiedź podniosła z ziemi swoją torbę.
- Proszę pani - powiedziała - Czy mogłabym zmienić miejsce? Za bardzo tu wieje, jak na mój gust.
- A widzi pani gdzieś jakieś wolne miejsca? - spytała sarkastycznie matematyczka - Bo ja nie.
- Jeżeli Beth zależy tak bardzo, żeby siedzieć gdzie indziej, to mogę
się z nią zamienić. Mnie obojętne jest, gdzie będę poszerzał swoją
wiedzę dotyczącą wspaniałej nauki, jaką jest matematyka.
Spojrzałam na chłopaka siedzącego w ostatniej ławce na drugim końcu
sali. Biła od niego duża pewność siebie. Nie lubiłam takich osób.- Byle szybko. I nie chce słyszeć więcej o żadnych zmianach. Jasne?
Szybko zamienili się miejscami. Chłopak miał lekko przydługie brązowe włosy i szmaragdowe oczy. Spojrzałam na niego z wdzięcznością. Nie znałam Beth, ale siedzenie obok niej do końca roku nie było zbyt korzystną propozycją.
- Jestem Gabriel - powiedział.
- Victoria - mruknęłam.
Reszta lekcji upłynęła w dosyć przyjemnej atmosferze. Nawet gdy matematyczka rzucała krzywe spojrzenia w stronę uczniów. Po zajęciach szybko wybiegłam z sali wpadając na Sybille. Dziewczyna posłała mi rozbawiony uśmiech.
- Gdzie ci się tak spieszy?
- Pewnie ucieka przede mną.
Gabriel stał w drzwiach. Podczas tych 30 minut, które musiałam znieść siedząc obok pana zarozumiałego stwierdziłam, że najlepiej będzie, jeśli będę ignorowała chłopaka.
Chwyciłam Sybille za ramię ciągnąc ją w stronę schodów.
- Do zobaczenia Gabriel - powiedziałam.
Doszłyśmy do sali 123, gdy niespodziewanie moja współlokatorka zatrzymała się. Zmarszczyła nos i chwyciła mnie za rękę, jakby się czegoś bała.
- Ona tam stoi - powiedziała.
Spojrzałam na miejsce, na które patrzyła Sybilla.
- Kto?
- Moja siostra. Ona tam jest. Patrzy na nas.
Niepewnie ścisnęłam dłoń Sybi.
- Tam nikogo nie ma - powiedziałam.
Pociągnęłam dziewczynę w drugą stronę. Sybilla odwróciła się ostatni raz w stronę schodów. Dałabym głowę, że w tamtym momencie usłyszałam cichy śmiech. Chociaż mógł on brzmieć jedynie w jej głowie.
Źródło: We Heart It

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz